Przed warszawskim sądem ruszył w końcu proces Macieja Z. (39 l.). Znany dziennikarz oskarżony jest o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym - za co grozi mu do 8 lat więzienia! Prokurator odczytał akt oskarżenia, ale Maciej Z. nie pojawił się w sądzie.
Choć od tragicznego wypadku, w którym zginął dziennikarz motoryzacyjny
Super Expressu Jarosław Zabiega (†30 l.), mijają już cztery lata, dopiero w środę ruszył proces w tej sprawie. Jednak główny oskarżony znany dziennikarz Maciej Z. nie przyszedł do sądu. Mimo jego nieobecności rozpoczęto rozprawę.
Za zamkniętymi drzwiami prokurator odczytał akt oskarżenia, w którym zarzuca dziennikarzowi nieumyślne spowodowanie wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym.
Przypomnijmy. W lutym 2008 roku Jarosław Zabiega wraz z Maciejem Z. wybrali się na przejażdżkę po Warszawie sportowym ferrari. Według relacji świadków samochód jechał ze znacznie większą prędkością niż dozwolone 50 km na godzinę. Na ul. Puławskiej auto wpadło na muldę, wyleciało z jezdni i roztrzaskało się o filar wiaduktu. Kilka sekund później stanęło w płomieniach. Zabiega zmarł na miejscu, a Maciej Z. cudem uniknął śmierci i z licznymi obrażeniami trafił do szpitala. Po wielu operacjach i rehabilitacji zaczął wracać do zdrowia.
Jednak uraz płata czołowego mózgu przez dłuższy czas uniemożliwiał mu złożenie zeznań. Dopiero dwa lata po tragedii biegli orzekli, że Z. może zostać przesłuchany. Prokuratura sformułowała akt oskarżenia i przekazała do sądu. Jednak polski wymiar sprawiedliwości nie spieszył się z rozpoczęciem procesu. Gdy w końcu nastąpiło odczytanie oskarżenia dziennikarza nie było na sali. Dlaczego Maciej Z. unika sądu?
Pewne jest natomiast, że proces który miał rozpocząć się we wrześniu był już dwa razy przekładany. Za pierwszym razem obrońcy dziennikarza poprosili sąd o skierowanie go na ponowne badania. Sąd przychylił się do ich wniosku i przeniósł rozprawę na listopad. Jednak i tym razem ją odroczono. Powód? Brak opinii neurologa w sprawie stanu zdrowia oskarżonego.
Zarówno we wrześniu jak i listopadzie dziennikarz na krótko zasiadł na ławie oskarżonych, ale w środę do sądu nie dotarł. Mecenas Grażyna Flis nie chciała zdradzić dlaczego jej klient nie stanął przed wymiarem sprawiedliwości. Zapewniła jednak, że pojawi się na kolejnej rozprawie...
(fakt/JMa)
Polecamy w wydaniu internetowym fakt.pl: